|
Urząd Dozoru Technicznego przeprowadził kontrolę
w chłodniach, należących obecnie do prywatnej
firmy. Wyniki budzą zaniepokojenie. Zbiorniki, w
których znajduje się amoniak, nie przeszły badań
z powodu braku legalizacji. To nie wszystko.
Zawory bezpieczeństwa na całej długości
instalacji okres ważności mają dawno za sobą.
–
Dowiedzieliśmy się o tym, gdy urząd przysłał do
pełnomocnika firmy pismo pokontrolne. Było także
do naszej wiadomości – mówi Jacek
Marchlewicz, zastępca komendanta Komendy
Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w
Pyrzycach. – W tej chwili zajmuje się tym
pyrzycka straż miejska. |
|
Sprawa szczególnie niepokoi radnego Walentego
Darczuka, który pytał, dlaczego gmina nie wie,
że w chłodniach zabrakło osoby, która powinna
dozorować urządzenia. Jego zdaniem to kolejna,
po Krzemlinie i nieremontowanej od lat
oczyszczalni ścieków, „bomba ekologiczna” w
okolicy. Burmistrz Kazimierz Lipiński żartuje z
radnego.
–
Mam nadzieję, że te bomby nie wybuchną –
kwituje burmistrz. – Jestem w kontakcie z
Urzędem Dozoru Technicznego, by opanować
sytuację. Czy to jest kompetencja burmistrza?
Dla jasności sprawy – będę się tym
interesował.
Na ul. Warszawskiej, gdzie znajdują się
chłodnie, nie było osoby, której obowiązkiem
było dozorowanie zbiorników z amoniakiem. Z
wiedzy, jaką posiada J. Marchlewicz wynika, że
pracownik został zwolniony przez właściciela
obiektu.
–
Obecnie jest tam już fachowiec. Ponadto obiekt
jest chroniony – mówi J. Marchlewicz. –
Nie ma bezpośredniego zagrożenia, ale nie wiemy,
w jakim stanie jest cała instalacja, i czy coś
za chwilę się nie urwie. Instalacja może być
skorodowana i może dojść do wycieku.
Na razie nie doszło do rozszczelnienia
instalacji, ale gdyby tak się stało, trzy tony
płynnego amoniaku mogą się zamienić w chmurę
trującego oparu. Potem wszystko zależy od siły i
kierunku wiatru. Na szczęście chłodnie na ul.
Warszawskiej dzieli od najbliższego osiedla ok.
200 metrów, co jednak nie daje gwarancji, że w
sytuacji awarii nie doszłoby do poważnego
skażenia.
Nie wiadomo, dlaczego właściciel nie
opróżnił instalacji z amoniaku. Wiadomo tylko,
że nie prowadzi procesu technologicznego, do
którego musiałby go używać. W tej chwili trzy
tony gazu znajdują się w ok. ośmiu zbiornikach i
to na całej długości instalacji. |