:: AKTUALNOŚCI   :: MIASTO   :: SPORT    :: FIRMA  :: FORUM   :: KONTAKT  


 Zamieszanie wokół "gwiazd"

15.04.2009


   reklama
     

        Nie wszystkie Spotkania z Folklorem w sobotnią noc kończyły się występem „gwiazdy”. Często kończyła ten dzień jedna z kapel ludowych pogrywając dla roztańczonej widowni. Takie jest prawo sobotniej nocy. Jednak nie zawsze zaproszone zespoły trafiały w gusta Pyrzyczan. Często rozgoryczeni festiwalowicze psioczyli na rzekome „sławy” i to nie tylko na te występujące podczas nocnej zabawy. 

Gąsiorek i From

 

 

 

 

        Pierwsze edycje Pyrzyckich Spotkań z Folklorem nie zakładały występu jakiejkolwiek „gwiazdy”. Inna była formuła, inny klimat, inne czasy. Z biegiem lat Pyrzyczanie stali się znawcami, a raczej „smakoszami” muzyki ludowej. Po pierwszych dźwiękach rozpoznawali region czy nawet nazwę zespołu. Mieli swoich ulubieńców, a kapele i zespoły swoich fanów wśród widowni. Z czasem, w miarę jedzenia apetyt rósł. Już nie wystarczały tylko nasze rodzime grupy. Widzowie chcieli innych dźwięków, innych kultur innych doświadczeń. Coraz częściej na pyrzyckiej scenie pokazywały się zespoły wtedy dla nas zupełnie egzotyczne. Muzyka, stroje, język z takich krajów jak Hiszpania, Włochy, Chiny, Gruzja, Indie, USA, Tajlandia czy Turcja, wzbudzały wielkie emocje. Spotkania powoli przeistaczały się w międzynarodowy festiwal kultury ludowej. Dla ortodoksyjnie nastawionych wykonawców i słuchaczy ten kierunek nie był mile widziany. Chciano, aby tak jak na wschodzie festiwal w Kazimierzu, tak na zachodzie, festiwal w Pyrzycach, kultywował starą autentyczną kulturę ludową. Niestety, po kilkunastu latach ta formuła była nie do przyjęcia. Przynajmniej nie do przyjęcia przez większość mieszkańców Pyrzyc.

 
   reklama  
   
 

MAZOWSZE, ŚLĄSK i bum!
Festiwal się rozwijał, pęczniał. Na scenie triumf odnoszą zespoły duże z pieśnią i tańcem, zespoły reprezentacyjne – JUBILAT, NAWOJOWIACY, ZIEMIA ŻYWIECKA, POLTEX, POWIŚLE, Zespół ŁOJASA czy nasz ZIEMI PYRZYCKIEJ, a potem PYRZYCE. Do historii festiwalu przeszły występy takich zespołów z za granicy jak YATRAN z Ukrainy, SETU z Indii, MTATSMINDA z Gruzji, SPADCZYNA z Białorusi, czy NAKORNPATHOM z Tajlandii. To tylko kilka przykładów wielkiej wirtuozerii i kunsztu. Kiedy do Pyrzyc zaproszono MAZOWSZE, a potem ŚLĄSK rozdymany tygiel do granic możliwości pękł. Dla jednych było to wielkie przełomowe wydarzenie, dla innych niepotrzebna bufonada. Po koncercie „Śląska” na ulicach Pyrzyc można było usłyszeć komentarz, że - „teraz to tylko trzeba zaprosić Orkiestrę Reprezentacyjną Wojska Polskiego, bo już nic u nas wielkiego nie zostało”. Kiedy gościł pewien przesyt i niesmak, taka kulturalna zgaga, spoglądano na afisz programowy z nadzieją, że wystąpi coś innego, jakiś gość specjalny nie związany z „ludowizną”, jakaś „Gwiazda Sobotniej Nocy”.

Majteczki w kropeczki czy folkpower
Tu również od jakiegoś czasu różnie bywało. Przeważnie było tak, że brakowało pieniędzy na coś wykwintnego i z nazwiskiem. Pomysł nie nowy, bo podczas 10 PSzF w 1989 roku na placu festiwalowym rozbrzmiewała muzyka DISCO w wykonaniu zespołu DUO-SAVA z Hanoweru. W 1999 roku na zadane pytanie przez dziennikarza Gazety Ziemi Pyrzyckiej, jakiej muzyki chciałbyś posłuchać podczas sobotniej zabawy, jeden z Pyrzyczan odpowiedział – „Specyficzny sobotni wieczór nie wymaga wyrafinowania. To ma być coś w stylu Disco-Polo. Jakieś „Majteczki w kropeczki” czy „Mydełko Fa". Wirtuozeria gry czy wsłuchiwanie się w poezję słów, to nie na tą chwilę”. Ciężko nie przyznać racji. Sobotni wieczór, po całym słonecznym dniu, gaszonym chłodnymi napojami często z domieszką „procentową”, statystyczny festiwalowicz chce zakończyć wyzwoleniem swoich emocji w tańcu. Dlatego nawet amerykańska odmiana folkloru grupy COUNTRY FIVE nie przypadło do gustu publiczności. Podobnie było z KARPATIĄ w 2007 roku i z KURANTAMI w 2008, kiedy ci ostatni mimo grania znanych przebojów Czerwonych Gitar robili to niemrawo i bez polotu. Natomiast dość ciepło pyrzycka publiczność przyjmowała rytmy greckie. GRUPO COSTA, COSTA DE SOL czy MYTHOS w 2005 roku bawił do późnych godzin nocnych. Najwięcej chyba kontrowersji wzbudził w 1999, występ zespołu z Podhala. Prekursora polskiej muzyki folkowej stylizowanej na góralską nutę. Mowa o zespole KRYWAŃ z Zakopanego. Ich przebój „Och szalała, szalała” śpiewali wszyscy stłoczeni na placu Ratuszowym.

Skandal kreatywny
Organizatorzy festiwalu wiedzieli o nowym, interesującym nurcie w muzyce, o powstającym polskim folku, ale nie spodziewali się,  aż takiej reakcji od skądinąd przyjaciół. Wizerunek grupy KRYWAŃ na ówczesne czasy był dość awangardowy. Obcięte do kolan góralskie portki, wojskowe buty na nogach, podhalański kapelusz z obciętym daszkiem coś na wzór bejsbolówki. To podobało się widowni, ale nie tradycjonalistom. – To jest skandal, Nie powinniście wpuszczać ich na scenę. To jest szarganie tradycji i kultury ludowej nie tylko Podhala ale i wszystkich górali - grzmiał Jan Gąsiorek, folklorysta z Ziemi Żywieckiej, częsty gość i przyjaciel Pyrzyckich Spotkań z Folklorem. Po koncercie nie milkły słowa oburzenia. Zdanie Gąsiorka poparło wielu kierowników zespołów ludowych. Po latach można powiedzieć, że się mylili. To KRYWAŃ przetarł szlaki i był wzorem dla takich zespołów jak BRATHANKI czy GOLEC uORKIESTRA. W tym zespole swoje pierwsze doświadczenia muzyczne i wokalne pobierał Sebastian Karpiel-Bułecka, późniejszy lider ZAPOPAWERA. KRYWAŃ dzięki organizatorom, przeszedł do historii naszego festiwalu jako prekursor- skandalista, ale tylko dla niektórych. Natomiast najbardziej chyba ciepło wspominany jest DON VASYL z Cygańskimi Gwiazdami. Król romskiego popu, jak to na władcę przystało, ciągle wpatrywał się w lustro i poprawiał garderobę. Zmieniał połyskujące marynarki, sygnety i łańcuszki, co wejście na scenę. Dbał o swój wizerunek. Koncert nie był wysokich lotów, ale nazwisko zrobiło swoje. Tłum szalał przy scenie. Nietypowy występ odbył się również w 2008 roku, kiedy to awangardowe interpretacje ludowych melodii i pieśni rozkołysały widownią. Nowoczesnym brzmieniem zainteresowała się nawet ta starsza generacja Pyrzyckich Spotkań. Tu już skandalu nie było. Mowa o koncercie KAPELI ze WSI WARSZAWA. Zespół był klasą samą w sobie. Profesjonalizm od początku do końca. Dodatkowe wiszące nagłośnienie sprowadzane było specjalnie z Poznania dla poprawy czystość i dobrego odbioru brzmienia zespołu. Koncert wypadł znakomicie. Czy była to „gwiazda”? Dla mnie na pewno tak, ale jak ludowe przysłowie mówi- jeszcze się taki nie narodził aby mógł wszystkim…dobrze zagrać.

Może Wilki, a może barany.
Od kilku lat snują się marzenia po korytarzach ratusza i PDK, aby na festiwal zaprosić zespół z górnej półki polskiego show-biznesu. Mówiono o BAJM-ie i Beacie Kozidrak, o WILKACH, BRATHANKACH, o GOLCACH i kapeli ZAKOPAWER. Nazwy same w sobie nośne i robią wrażenie, zwłaszcza, że ci ostatni mocno zakorzenieni w kulturę ludową. Niestety, jeden z podstawowych problemów to cena owych koncertów. Na razie organizatorów stać na grupę z niższej półeczki, za to w oczekiwanej tonacji Disco-Polo. W ostatnią sobotę maja na pyrzyckiej scenie ma zagrać grupa CLIVER znana w swoich kręgach z takich utworów jak „Pokaż jak się kręcisz”, „Chodź kochanie” czy „Kanikuły”. Jest to gwiazda? Pewnie dla niektórych tak i tego się trzymajmy.

From

 
 
 
     
 
powrót


 reklama

ZAMBRZYCKI    ARMEL    SAJ-BUD  AJAGA Meble           


 Copyright © 2004-2011 Agencja NEFRE

Wszystkie Prawa Zastrzeżone

statystyka