|
Pierwsze edycje Pyrzyckich Spotkań z Folklorem
nie zakładały występu jakiejkolwiek „gwiazdy”.
Inna była formuła, inny klimat, inne czasy. Z
biegiem lat Pyrzyczanie stali się znawcami, a
raczej „smakoszami” muzyki ludowej. Po
pierwszych dźwiękach rozpoznawali region czy
nawet nazwę zespołu. Mieli swoich ulubieńców, a
kapele i zespoły swoich fanów wśród widowni. Z
czasem, w miarę jedzenia apetyt rósł. Już nie
wystarczały tylko nasze rodzime grupy. Widzowie
chcieli innych dźwięków, innych kultur innych
doświadczeń. Coraz częściej na pyrzyckiej scenie
pokazywały się zespoły wtedy dla nas zupełnie
egzotyczne. Muzyka, stroje, język z takich
krajów jak Hiszpania, Włochy, Chiny, Gruzja,
Indie, USA, Tajlandia czy Turcja, wzbudzały
wielkie emocje. Spotkania powoli przeistaczały
się w międzynarodowy festiwal kultury ludowej.
Dla ortodoksyjnie nastawionych wykonawców i
słuchaczy ten kierunek nie był mile widziany.
Chciano, aby tak jak na wschodzie festiwal w
Kazimierzu, tak na zachodzie, festiwal w
Pyrzycach, kultywował starą autentyczną kulturę
ludową. Niestety, po kilkunastu latach ta
formuła była nie do przyjęcia. Przynajmniej nie
do przyjęcia przez większość mieszkańców Pyrzyc. |
|
MAZOWSZE, ŚLĄSK i bum!
Festiwal się rozwijał, pęczniał. Na scenie
triumf odnoszą zespoły duże z pieśnią i tańcem,
zespoły reprezentacyjne – JUBILAT, NAWOJOWIACY,
ZIEMIA ŻYWIECKA, POLTEX, POWIŚLE, Zespół ŁOJASA
czy nasz ZIEMI PYRZYCKIEJ, a potem PYRZYCE. Do
historii festiwalu przeszły występy takich
zespołów z za granicy jak YATRAN z Ukrainy, SETU
z Indii, MTATSMINDA z Gruzji, SPADCZYNA z
Białorusi, czy NAKORNPATHOM z Tajlandii. To
tylko kilka przykładów wielkiej wirtuozerii i
kunsztu. Kiedy do Pyrzyc zaproszono MAZOWSZE, a
potem ŚLĄSK rozdymany tygiel do granic
możliwości pękł. Dla jednych było to wielkie
przełomowe wydarzenie, dla innych niepotrzebna
bufonada. Po koncercie „Śląska” na ulicach
Pyrzyc można było usłyszeć komentarz, że -
„teraz to tylko trzeba zaprosić Orkiestrę
Reprezentacyjną Wojska Polskiego, bo już nic u
nas wielkiego nie zostało”. Kiedy gościł
pewien przesyt i niesmak, taka kulturalna zgaga,
spoglądano na afisz programowy z nadzieją, że
wystąpi coś innego, jakiś gość specjalny nie
związany z „ludowizną”, jakaś „Gwiazda Sobotniej
Nocy”.
Majteczki w kropeczki czy folkpower
Tu również od jakiegoś czasu różnie bywało.
Przeważnie było tak, że brakowało pieniędzy na
coś wykwintnego i z nazwiskiem. Pomysł nie nowy,
bo podczas 10 PSzF w 1989 roku na placu
festiwalowym rozbrzmiewała muzyka DISCO w
wykonaniu zespołu DUO-SAVA z Hanoweru. W 1999
roku na zadane pytanie przez dziennikarza Gazety
Ziemi Pyrzyckiej, jakiej muzyki chciałbyś
posłuchać podczas sobotniej zabawy, jeden z
Pyrzyczan odpowiedział – „Specyficzny sobotni
wieczór nie wymaga wyrafinowania. To ma być coś
w stylu Disco-Polo. Jakieś „Majteczki w
kropeczki” czy „Mydełko Fa". Wirtuozeria gry czy
wsłuchiwanie się w poezję słów, to nie na tą
chwilę”. Ciężko nie przyznać racji. Sobotni
wieczór, po całym słonecznym dniu, gaszonym
chłodnymi napojami często z domieszką
„procentową”, statystyczny festiwalowicz chce
zakończyć wyzwoleniem swoich emocji w tańcu.
Dlatego nawet amerykańska odmiana folkloru grupy
COUNTRY FIVE nie przypadło do gustu
publiczności. Podobnie było z KARPATIĄ w 2007
roku i z KURANTAMI w 2008, kiedy ci ostatni mimo
grania znanych przebojów Czerwonych Gitar robili
to niemrawo i bez polotu. Natomiast dość ciepło
pyrzycka publiczność przyjmowała rytmy greckie.
GRUPO COSTA, COSTA DE SOL czy MYTHOS w 2005 roku
bawił do późnych godzin nocnych. Najwięcej chyba
kontrowersji wzbudził w 1999, występ zespołu z
Podhala. Prekursora polskiej muzyki folkowej
stylizowanej na góralską nutę. Mowa o zespole
KRYWAŃ z Zakopanego. Ich przebój „Och szalała,
szalała” śpiewali wszyscy stłoczeni na placu
Ratuszowym.
Skandal kreatywny
Organizatorzy festiwalu wiedzieli o nowym,
interesującym nurcie w muzyce, o powstającym
polskim folku, ale nie spodziewali się, aż
takiej reakcji od skądinąd przyjaciół. Wizerunek
grupy KRYWAŃ na ówczesne czasy był dość
awangardowy. Obcięte do kolan góralskie portki,
wojskowe buty na nogach, podhalański kapelusz z
obciętym daszkiem coś na wzór bejsbolówki. To
podobało się widowni, ale nie tradycjonalistom.
– To jest skandal, Nie powinniście wpuszczać
ich na scenę. To jest szarganie tradycji i
kultury ludowej nie tylko Podhala ale i
wszystkich górali - grzmiał Jan Gąsiorek,
folklorysta z Ziemi Żywieckiej, częsty gość i
przyjaciel Pyrzyckich Spotkań z Folklorem. Po
koncercie nie milkły słowa oburzenia. Zdanie
Gąsiorka poparło wielu kierowników zespołów
ludowych. Po latach można powiedzieć, że się
mylili. To KRYWAŃ przetarł szlaki i był wzorem
dla takich zespołów jak BRATHANKI czy GOLEC
uORKIESTRA. W tym zespole swoje pierwsze
doświadczenia muzyczne i wokalne pobierał
Sebastian Karpiel-Bułecka, późniejszy lider
ZAPOPAWERA. KRYWAŃ dzięki organizatorom,
przeszedł do historii naszego festiwalu jako
prekursor- skandalista, ale tylko dla
niektórych. Natomiast najbardziej chyba ciepło
wspominany jest DON VASYL z Cygańskimi
Gwiazdami. Król romskiego popu, jak to na władcę
przystało, ciągle wpatrywał się w lustro i
poprawiał garderobę. Zmieniał połyskujące
marynarki, sygnety i łańcuszki, co wejście na
scenę. Dbał o swój wizerunek. Koncert nie był
wysokich lotów, ale nazwisko zrobiło swoje. Tłum
szalał przy scenie. Nietypowy występ odbył się
również w 2008 roku, kiedy to awangardowe
interpretacje ludowych melodii i pieśni
rozkołysały widownią. Nowoczesnym brzmieniem
zainteresowała się nawet ta starsza generacja
Pyrzyckich Spotkań. Tu już skandalu nie było.
Mowa o koncercie KAPELI ze WSI WARSZAWA. Zespół
był klasą samą w sobie. Profesjonalizm od
początku do końca. Dodatkowe wiszące
nagłośnienie sprowadzane było specjalnie z
Poznania dla poprawy czystość i dobrego odbioru
brzmienia zespołu. Koncert wypadł znakomicie.
Czy była to „gwiazda”? Dla mnie na pewno tak,
ale jak ludowe przysłowie mówi- jeszcze się taki
nie narodził aby mógł wszystkim…dobrze zagrać.
Może Wilki, a może barany.
Od kilku lat snują się marzenia po korytarzach
ratusza i PDK, aby na festiwal zaprosić zespół z
górnej półki polskiego show-biznesu. Mówiono o
BAJM-ie i Beacie Kozidrak, o WILKACH,
BRATHANKACH, o GOLCACH i kapeli ZAKOPAWER. Nazwy
same w sobie nośne i robią wrażenie, zwłaszcza,
że ci ostatni mocno zakorzenieni w kulturę
ludową. Niestety, jeden z podstawowych problemów
to cena owych koncertów. Na razie organizatorów
stać na grupę z niższej półeczki, za to w
oczekiwanej tonacji Disco-Polo. W ostatnią
sobotę maja na pyrzyckiej scenie ma zagrać grupa
CLIVER znana w swoich kręgach z takich utworów
jak „Pokaż jak się kręcisz”, „Chodź kochanie”
czy „Kanikuły”. Jest to gwiazda? Pewnie dla
niektórych tak i tego się trzymajmy. |