|
Jest
rok 1983. Stan wojenny. Pyrzycki festiwal nie
poddaje się trudnościom związanym z licznymi
ograniczeniami. Pustki w sklepach, milicja na
ulicach, rozmowy telefoniczne są kontrolowane, a
podczas „godziny policyjny” nie można przebywać
na ulicy. Plaga za plagą. Jest to problem dla
garstki organizatorów festiwalu, ale nie, aż
taki, aby go nie można było pokonać. |
|
Festiwal powoli zaczyna się rozwijać.
Rozpoczynają się IV z kolei Spotkania z
Folklorem, na które po raz pierwszy ma
przyjechać zespół spoza Ziemi Pyrzyckiej.
Gospodarze z niecierpliwością wyglądali przez
okna budynku domu kultury przy ul. Obrońców
Stalingradu, a gości z Kartuz jak nie widać tak
nie widać. Minęła już po 22:00. Zaczęła się
„godzina policyjna”, a kolacja przygotowana
przez pyrzyckich muzykantów czeka już na
stołach.
– Pamiętam, że były to masywne
drewniane biurka z Gromadzkiej Rady Narodowej.
Takie wtedy były na wyposażeniu domu kultury -
wspomina Ewa Sikora - Na każdym był
zaścielony obrus i czekała przygotowana przez
członków Kapeli Pyrzyckiej kolacja. Każdy z nas
przyniósł to co miał. Stoły były zastawione
głównie kanapkami, a herbata czekała na wrzątek.
Było i coś na przywitanie, jedynie brakowało
zaproszonych gości zespołu KASZUBY z Kartuz -
Po pewnym czasie autobus z kaszubską
grupą podjeżdża pod dom kultury. Okazało się, że
po drodze mieli małe problemy z samochodem, a w
dodatku na wjeździe do Pyrzyc zatrzymała ich
Milicja Obywatelska. Chłopcy z białymi pałkami i
chłodnym wyrazem twarzy wtargnęli do autokaru i
bez słowa wyjaśnienia zaczęli eskortować
przybyłych w nieznanym dla nich kierunku. W owym
czasie z tymi panami żartów nie było.
Szczęśliwie jednak dotarli do siedziby domu
kultury, gdzie nad wejściem powitał ich napis -
”KINO ROBOTNIK”. Tam członkowie kapeli z iście
pyrzycką gościnnością przyjęła kaszebiaków.
Wszyscy po chwili rozpoczęli gościnę. W małych
pomieszczeniach, papierosowy dym z Carmenów,
Caro i Sportów przeplatał się z gwarem i
częstymi wybuchami śmiechu. Radosna atmosfera
nie trwała długo. Trzask gwałtownie otwieranych
drzwi i tupot milicyjnych butów, nagle przerwał
sielankę w ludowym klimacie. Dwoje stróżów prawa
w jednej chwili stanęło z charakterystycznie jak
na te siły porządkowe, opuszczonym brwiami.
Jeden z nich w ostrym tonie wykrzyknął: "co tu
się dzieje!!, co wy tu robicie!!, nie wiecie że
jest godzina policyjna!?" Nastała cisza. Nawet
przelatująca much przerwała lot. Po chwili
wyjaśnienia milicjanci ściągnęli czapki z
paskami opuszczonymi pod brodę, co oznaczało, że
byli na służbie. Cisnęli je na stół i z
rozbrajającą miną oznajmili: "teraz nie jesteśmy
na służbie, teraz możemy się napić."
Prawdopodobnie to wtedy polano
pierwszy raz legendarną „Pyrzyczankę”, ale o
niej może w kolejnych odcinkach wspomnień. Po
latach okazało się, że zespół z Kartuz „KASZUBY”
był jedyną grupą podczas Pyrzyckich Spotkań z
Folklorem, która dotarła na festiwal pod
specjalną eskortą. Nigdy później, żaden zespół
nie miał takiej wyjątkowej ochrony.
Skład Pyrzyckiej Kapeli z tamtego okresu:
Ryszard Głogowski, Artur Marcinkiewicz,
Eugeniusz Tycki, Ewa Sikora, Gabriel
Oświęcimski, Henryk Nowak, Tadeusz Jankowski,
Ryszard Flak, Józef Nowak. |